Zdaje mi się, że mam chorobliwie idealistyczne wyobrażenie na temat relacji z mężczyznami. Idealistyczne z dwóch powodów – większość mojego życia seksualnego rozgrywa się w wyobraźni, w rzeczywistości pragnąłbym szybkiego zakochania, bycia razem i wielkiej miłości. A wszystko to na drodze biernego oglądania profili na portalach randkowych dla gejów. Niesłychane. Co to za sfera, w której dryfuję?
Śmieję się z tych gości, którzy w profilu mają jedno słowo – „konkret”. Jakiż to prymitywny umysł produkuje takie autorefleksje? A co produkuje mój umysł? Skomplikowane refleksje, które nie przynoszą satysfakcji. Całe życie chroniłem się za intelektualizmem – prawdziwym lub udawanym. Wszystkie te lata tworzyłem odważne opinie, które w równaniu na moją codzienną odwagę znalazłyby się w mianowniku.
Jestem w tej chwili samotny i samowystarczalny. To bardzo niebezpieczna mieszanka. Przechodzę od złości poprzez nadzieję do rezygnacji. Martwię się o siebie, szczególnie wieczorami, kiedy zasypiam sam i czuję, że brakuje mi mężczyzny, z którym mógłbym na przemian kochać się i rozmawiać.
Tylko, że mój sposób życia nie prowadzi do realizacji marzeń. Wiem, co powinienem zrobić, ale przyzwyczajenie jest tak silne, że na myśl o porzuceniu schematów wpadam w złość. Zawsze jest coś do zrobienia. Zawsze będzie coś do zrobienia.